Umysł w stanie wedyjskiego Śiwy…

dmuchawiec

Joga pojawiła się w Indiach jakby nagle, ok. VII wieku przed naszą erą. W każdym razie pierwsze pisane świadectwa w eksplicytny sposób wzmiankujące o tej przedziwnej praktyce ascetyczno-medytacyjnej jako drodze do absolutnego wyzwolenia (a nie jedynie ku boskim niebiosom) mniej więcej w tym okresie zaczynają się ujawniać. Upaniszady wtenczas powstające jako specjalistyczne nauki o świecie, istocie człowieka, wyzwoleniu i jodze, przekazywane z ust zrealizowanego jogina-mistrza ku swoim uczniom, stały się podstawą indyjskich poszukiwań jogicznego spełnienia, samadhi, czyli urzeczywistnienia natury człowieka, istniejącej poza czasem i przestrzenią, poza cierpieniem i śmiercią, a nawet poza ciałem (słynne jogiczne siddhi, czyli moce magiczne). Lecz Upaniszady to nie wszystko, jeśli chodzi o starożytne źródła jogi…

Przed nimi pojawiła się w Indiach przewspaniała nauka ofiarna, religijna, oczyszczająca, warunek sine qua non indyjskiej mentalności i tożsamości. Cztery Wedy, czyli objawiona świętym mędrcom znajdującym się w stanie medytacyjnego wchłonięcia Wiedza Najwyższa, nie wspomina o jodze, nie wymienia imienia Wielkiego Mistrza-Guru, Śiwy. Owszem, pojawia się tam bóstwo, bardzo ważne, ale jednak nie pierwszoplanowe, zwane imieniem Rudry, które potem stanie się Śiwą, pojawia się nauka o ludzie magicznych ascetów wratjów, żyjących na obrzeżach wedyjskiej społeczności, praktykujących tajemne techniki oddychania, mających swoje własne rytuały, pojawia się nauka o pewnych ascetach niczym w transie pogrążonych, o rozwianych włosach, których rumakiem jest wiatr… Lecz jogi nie ma.

Jednak pewien ślad, pewna piękna i niezwykle dobroczynnie wpływająca na uspokojenie umysłu formuła pojawia się w Białej Jadżurwedzie, czyli Wiedzy o jadżus – świętych formułach liturgii wedyjskiej. A ów przepiękny fragment brzmi:

Vajasaneyi Yajurveda 34.6

Niech mój umysł będzie w stanie spokojnej, łagodnej i dobroczynnej (tak bowiem rozbudowane jest znaczenie przymiotnika “śiwa”) sankalpy (myśli, intencji, woli, chęci, koncepcji, fantazji, emocji…).

tan-me manah śiwa-sankalpam-astu!

Czy nie jest to piękna intencja, którą można podtrzymywać bezustannie w umyśle, a rozwijać w medytacji?

Pranajama (jogiczny oddech)

Tipaza3

Nie jest to nowy wpis, ale w jedynym miejscu chciałam zebrać najważniejsze informacje na temat pranajamy, jogicznego oddechu, które dotychczas pojawiły się na stronie. Tak może będzie łatwiej rozeznać się w różnych pranajamach.

Najpierw krótkie wprowadzenie, czym jest pranajama, czyli jogiczny oddech. Nie jest to ani technika, ani ćwiczenia, ani kontrola oddechu, jak przyjęło się niekiedy pranajamę określać. Podobnie jak joga nie jest ani ćwiczeniem, ani techniką… Pranajama to droga, to wejście w spokój umysłu, pozostanie w tym stanie i dojrzenie-doświadczenie tego, co kryje się za zasłoną myśli, emocji, interpretacji i nawykowego doświadczania świata i siebie. Wstąp na drogę jogi, jak to Kriszna w Bhagawadgicie mówi.

W dodatku na drogę poczwórnej jogi, a nawet sześcio-aspektowej jednakowości (samatwa) – utrzymywania umysłu w stanie równowagi i harmonii wobec wszelkiej dwójni, czyli w świecie sansary (dobro-zło, cierpienie-radość, dzień-noc, zimno-ciepło…), i wchłonięcia medytacyjnego (samadhi). Jest bowiem joga czynu (karma joga), czyli joga czynu właściwego, takiego, który jest podejmowany jedynie ze względu na dobro samego działania, a nie owoc-rezultat, jaki z tego czynu wypłynie; u podstawy jogi czynu leży buddhi joga, czyli joga oświeconego, uspokojonego i pełnego pozytywnych jakości etycznych rozumu; z karma jogi wypływa z kolei dżniana joga, czyli joga wiedzy, lecz nie byle jakiej wiedzy – a wiedzy wyzwalającej, która jest zarazem sannjasa jogą, czyli drogą wyrzeczenia się (czynienia zła, pragnienia, przywiązania, lgnięcia, niszczenia, nienawiści, gniewu…), następnie pojawia się dhjana joga, joga medytacji… by z niej wypłynęła bhakti joga, joga miłości, joga absolutnego uwielbienia i jedności ze sferą boską. Lecz nie jest to ot miłość, lecz taka miłość, która jest jednością dwóch natur, natury boskiej i ludzkiej. Jest zjednoczeniem-unią boskiego i ludzkiego, czyli samym sednem terminu joga, który właśnie oznacza zjednoczenie. Natura tego zjednoczenia boskiego z ludzkim nie podlega kategoriom zwykłego umysłu, zanurzonego w dwójni, jej istota jest samym sercem jogi i jogicznego wznoszenia się świadomości na wyższe poziomy rozumienia i doświadczania.

A tutaj różne mniej lub bardziej zaawansowane pranajamy: moja ulubiona bhastrika, udżdżaji, kapalabhati i bhramari, słoneczna (surja) i księżycowa (czandra), nadi śodhana oraz murććha i plawini.

Gajatri mantra – formuła doskonałości duchowej

Gayatri

Jak czytamy w Wikipedii, i to całkiem słusznie: “Mantra (dewanagari मन्त्र; od rdzenia man- myśleć, z przyrostkiem -tra wznieść lub ochraniać) – w buddyzmie, hinduizmie i ezoteryce formuła, werset lub sylaba, która jest elementem praktyki duchowej. Jej powtarzanie ma pomóc w opanowaniu umysłu, zaktywizowaniu określonej energii, uspokojeniu, oczyszczeniu go ze splamień. Szczególnie istotną sprawą jest bezpośredni przekaz z ust wykwalifikowanego nauczyciela (guru), gdyż tylko wtedy mantra uzyskuje właściwą moc.” (tu). Właściwie dobrana mantra jest bowiem darem od mistrza-guru, on to bowiem ma zdolność właściwego wyczucia stanu mentalno-emocjonalnego ucznia, początkującego jogina, i dobrania odpowiedniej formuły, by ta jak najskuteczniej pomogła w praktyce dyscyplinowania niesfornego umysłu. Ilość mantr jest właściwie nieograniczona, jednak jedna mantra, takie nawet zaklęcie, jest najsłynniejsza, najświętsza i najdoskonalsza, a jej rodowód sięga do samych początków cywilizacji wedyjskiej, czyli do samej Rigwedy, najstarszej spośród czterech Wed, świętych objawionych pism hinduizmu. W Rigwedzie III.62.10 pojawia się piękna Gajatri Mantra, czyli formuła-prośba o oświecającą moc boga Sawitara, boga Słońca i blasku poznania (na górnym obrazku zapisana w dewanagari):

Gayatri2

Poza pierwszym wersem, który stanowi magiczną formułę, wyznaczającą absolutną moc mantry (jej panowanie we wszystkich trzech światach, trzech czasach, trzech stanach świadomości…), w tłumaczeniu na język polski możemy przełożyć ją na przykład tak:

Om bhur bhuwah swah, obyśmy otrzymali  najcudowniejsze światło (blask) tego boskiego Sawitara; niech on naszą myśl (umysł) pobudza!

Mantra ta od tysięcy lat powtarzana jest codziennie podczas rytuałów, zwłaszcza tych, które rozpoczynają dzień. Ma ona na celu pobudzić umysł i uzyskać boską łaskę oświecenia, poznania i mądrości, które kierują myśl ku właściwym celom i czynom. Gajatri to nazwa metrum, w jakim zapisano tę mantrę. Uważa się, że została ona objawiona przewspaniałemu Wiśwamitrze, kapłanowi bogów.

Sawitar jako bóstwo słoneczne, odpędzające mroki i niebezpieczeństwa nocy, strzeże ludzi przed mrokami niewiedzy i różnymi niebezpiecznymi istotami. Udziela on bowiem swojego blasku i mocy panowania nad niebezpieczeństwami, także tymi w formie destrukcyjnych myśli i emocji, tzw. truciznami mentalnymi: gniew, zawiść, rozpacz, lenistwo, głupota, duma…

Mistrz i uczeń, czyli o tym, jak źle się dzieje w polskiej szkole

Tipaza4

Od kilku miesięcy wśród różnych coachów [tu, tu i tu] i edukatorów w nurcie nowoczesnej psychologii (sic!) [tu] obserwuję silne zainteresowanie reformą szkoły: metod nauczania i treści programowej. Wszystkiemu temu przyświeca przekonanie, że w szkole dzieje się źle, bardzo źle, właściwie to najgorzej! Dzieci są wyniszczane nadmiarem wiedzy, którą na siłę wkłada się w ich głowy, dokonując tym samym niemal gwałtu na ich niewinnej, pełnej ciekawości i spontaniczności naturze (czego to wiedza z człowiekiem nie robi!). Za dużo wiedzy, za dużo dat, za dużo wzorów matematyczno-logicznych, a przede wszystkich za dużo siedzenia w ławce, za mało natomiast kompetencji miękkich i umiejętności szukania właściwych informacji, które praktycznie są dostępne wszędzie. Głównym źródłem wiedzy jest oczywiście Internet, ale zaraz za nim idą tysiące zajęć pozalekcyjnych, na które dzieci często z powodu ambitnej nadgorliwości rodziców są posyłane, dzień w dzień, a nawet w weekend: taniec, śpiew, rysunek, konie, słonie, karate, skrzypce… a medytacja? Znam niewielu rodziców, którzy uznają, że uczenie dziecka wyciszania siebie, koncentracji i spokojnego przebywania w świecie-teraźniejszości, jest czymś wartym kultywowania w młodym duchu; ale nie o to chodzi.

Główną przyczyną tego, że w szkole dzieje się coraz gorzej, okazuje się być: (1) przepełnienie informacją (daty, wzory, przeterminowane lektury – po co komu czytać Pana Tadeusza, Dziady, Hamleta czy Lalkę?), (2) żmudne uczenie na pamięć zgodnie z zasadą zakuć-zdać-zapomnieć (a sieć neuronalna, wytwarzająca nowe “połączenia informacyjne”, nie ma nic do rzeczy), (3) bezemocjonalne przekazywanie informacji bez wzbudzania ciekawości dziecka, i (4) ten okrutny gwałt na naturze ludzkiej, ta krzywda psychiczna i fizyczna, wskutek której dziecko tak okrutnie cierpi – to paskudne siedzenie w ławce (to ono jest chyba wszystkiemu winne!). Wniosek jest zatem prosty i nie ma sensu dalsza dyskusja: wyrzućmy ławki i krzesła ze szkół, wyrzućmy przestarzałe lektury (zastanawia mnie jednak, czy np. Szymborska nie jest już zdezaktualizowana), koniec z wzorami, z uczeniem się o łańcuchu DNA, koniec z tablicą chemiczną, z wkuwaniem słówek z niemieckiego, angielskiego, francuskiego! Są różne kursy online i programy coachingowe szybkiej nauki języków (i nie tylko), tam nie uczą zbędnych słówek i reguł, tam uczą mówienia: błędnie czy nie, ale dziecko mówić będzie, co prawda jak Kali i nie napisze dobrze maila, listu, eseju, rozprawki, nie przeczyta Murakamiego w oryginale, Tołstoja, Sartre’a czy Owidiusza (bo i po co to komu?), ale 10 języków komunikatywnie znać będzie! Kupi lody zagranicą i zamówi pizzę, starczy. Dobrze, że łacina przestała być w przeważającej większości szkół uczona, przecież nikt jej nie używa, pracy dzięki łacinie się nie dostanie, na co komu accusativus cum infinitivo czy inne podobne twory gramatyczne i językowe (a to, że łacina stanowi świetną podstawę do nauki innych języków romańskich: francuski, włoski, hiszpański, portugalki, ba, jest także świetną podstawą do nauki indyjskiego sanskrytu, dzięki znajomości którego bardzo szybko można opanować inne języki Indii – to już jest poboczne). Kompetencje miękkie – tego trzeba uczyć: skuteczna sprzedaż produktu, komunikatywność, zarządzanie czasem, praca w zespole, odporność na stres… jakoś tak dziwnie podpada mi to pod zespół cech nie człowieka mądrego i szczęśliwego, ale idealnego pracownika korporacji. Do tego dochodzi jest skuteczne szukanie informacji, ich filtrowanie i właściwe wyciąganie wnioski, tylko kto oceni, co jest właściwe, a co nie? A co z inteligencją, tak ogólnie rozumianą bez rozdrabniania się na inteligencję emocjonalną, IQ, społeczną – inteligencja jest jedna, ale jakoś tutaj w tych nowoczesnych propozycja jej nie widać? Co z mądrością? Co ze sztuką koncentracji i twórczością?

Proste jednak pytanie: owszem, umiejętność wyszukiwania informacji, analizy i wyciągania wniosków jest jedną z najważniejszych zdolności. Wniosek trzeba jednak na podstawie czegoś wyciągnąć, głównie na podstawie wiedzy zapamiętanej albo potencjalnie zapamiętanej, czyli takiej, której treści nie pamiętamy dokładnie, ale wiemy, że coś takiego jest, i wiemy, gdzie szukać tego czegoś, bo wcześniej coś o tym na fizyce, biologii, na polskim, na historii, na matematyce słyszeliśmy, kiedyś zdaliśmy egzamin, jakoś ta potencjalna wiedza żyje w nas i… kształtuje naszego ducha, inteligencję i tę niezwykle ważną zdolność niepodlegania manipulacji medialnej, która żywi się ludzką niewiedzą. Historia to coś więcej niż daty, one są jedynie punktem oparcia, to inteligencja dziejowa, która osadza dziecko w mądrości dziejów. Literatura to coś więcej niż zbiór lektur – to próba zrozumienia własnego ducha, próba wykształcenia wrażliwości i otwartości na drugiego człowieka. Matematyka, fizyka i logika to coś więcej niż zbiór wzorów i schematów – to sztuka racjonalnego, spokojnego i analitycznego myślenia – to jest dopiero kompetencja! Biologia i chemia to więcej niż wkuwanie aminokwasów i pierwiastków, to umiejętność… dbania o zdrowie, zwłaszcza w obecnej erze konsumpcji i przepełnienia rynku produktami o bardzo szkodliwym składzie biologiczno-chemicznym. A siedzenie w ławce – to sztuka koncentracji, mentalnego wysiedzenia w jednym miejscu, a nie ciągłego biegania i przeskakiwania z jednej myśli na drugą, z jednej emocji w drugą. Tak jogicznie.

I na koniec: nie, nie uważam, że polska szkoła jest idealna, że nie ma skazy. W tym świecie dwójni we wszystkim jest po trochę przeciwieństwa, lecz nie w ławkach i wiedzy tkwi problem. Jeśli nauczyciel-mistrz jest osobą cudowną, obdarzoną wielką charyzmą, mądrością i empatią, to i uczeń takim się stanie. Zmiany programowe czy wyrzucenie ławek nie sprawi, że dziecko stanie się ciekawe świata i rozwinie swoją samoświadomość, talenty i pasje, bo szkoła to nie budynek, nie treść programowa, lecz interakcja nauczyciel-uczeń. Tutaj dokonuje się przekaz mądrości, pasji naukowej i ciekawości świata.

Starożytna nauka leśna i jaśminowa herbata

kwiat

Kilka dni temu ponownie wpadł w moje ręce, tym razem jednak w oryginale (w sanskrycie), bardzo krótki fragment pewnego starożytnego dzieła o tajemnych pouczeniach (upaniszadach), które uczeń otrzymywał od mistrza w leśnej pustelni, podczas leśnej praktyki. Dlaczego leśnej? – bo las w Indiach był doskonałym, naturalnym, pełnym duchowej obecności i uspokajającej energii miejscem medytacyjnej praktyki.

Wielkie Ja, złożone z umysłu, przebywa między oddechami.

Jest to fragment Brihadaranjaka Upaniszady, czyli Wielkiej Upaniszady Leśnej, który wyjaśnia, czym jest to <<ja>>, które przekracza ograniczenia cielesne i przestaje się być identyfikowane z tym, co czego doświadcza się poprzez zmysły. To <<ja>> jest niezwykle subtelnym poziomem świadomości (bo joga w wielkiej mierze to nauka o stopniach świadomości), w którym człowiek przestaje identyfikować siebie z ciałem, a staje się doświadczeniem czegoś znacznie szerszego, doskonalszego, naturalniejszego i bardziej spontanicznego, swobodniejszego, czegoś, co…. znajduje się między oddechami. To <<ja>> obecne jest w tej bez-czynności, bezruchu między jednym oddechem a drugim, w zatrzymaniu świadomości między wdechem a wydechem, w tej nieruchomej ciszy i błogim spokoju…

Pewien uczeń, a zarazem naukowiec, próbował zrozumieć kiedyś Naturę, zrozumieć świat, ale nawet herbaty nie umiał wypić w spokoju. Mistrz nalał mi jednak czarkę dobrej chińskiej zielonej herbaty, parzonej w długim rytuale, spowitym zapachem jaśminu. Jednak tak długo lał i lał, że herbata zaczęła się wylewać. Uczeń spytał, dlaczego mistrz tak robi, przecież to nie ma sensu?!

Aby umysł mógł poznać nowe, najpierw musi pozbyć się starych nawyków i przekonań.

Jaśminowa, długo parzona zielona herbata, w spokojnej i błogiej przestrzeni między oddechami spożywana… Może być też kawa… arabska, chai indyjski i sencha japońska… Najlepiej o poranku, przy śpiewie ptaków.

Wewnętrzna świątynia

kwiat

Od pewnego czasu, a ostatnimi miesiącami intensywniej, zastanawiam się, czym w swej istocie jest joga. Oczywiście za punkt wyjścia (i powrotu) biorę klasyczną definicję jogi jako zatrzymanie poruszeń mentalnych, czyli zatrzymani aktywności mentalnej, które w naturalny sposób pozwoli przejawić się subtelniejszym poziomom świadomości i głębszemu, szczęśliwszemu doświadczaniu rzeczywistości, a ostatecznie zaprowadzi do wyzwolenia (samadhi). Odkładając na bok rozważania o tym, czym jest to samadhi – trudno je zrozumieć z poziomu codziennego doświadczenia, na pewno nie jest ono zanikiem człowieka/duszy i rozpłynięciem się w jakimś bliżej nieokreślonym amalgamacie zwanym pustką, bogiem czy bóstwem. To wszystko są nazbyt rychłe stereotypy, który przylgnęły do jogi i jej celu.

Joga to nie technika panowania nad ciałem, oddechem i umysłem. Nad ciałem i oddechem, co prawda, zapanować można, ale gdy tylko chcemy wziąć w ryzy umysł, to on zaczyna się mocno buntować. Owszem, joga to umysł, który zagłębia się w coraz do głębsze swoje poziomy, by w lepszy, bardziej etyczny, szczęśliwy i spełniony sposób doświadczać świata. To budowanie harmonii wewnętrznej, ale także zewnętrznej z otoczeniem – to stawianie się lepszym, bardziej życzliwym, otwartym, pomocnym, współczującym, mniej oceniającym i krytykującym.

Joga to sztuka życia szczęśliwego i dobrego, jednak… jak to rozumieć, by nie popaść w pusty frazes? To sztuka naturalnego odczuwania, przebywania w świecie, bez stresu, gonitwy, pospiechu, to sztuka doświadczania tu-i-teraz w jego pełnym wymiarze i cudowne odnajdywanie siebie w tym głębszym wymiarze doświadczania.

Czy joga ma coś wspólnego z religią i Bogiem? Religia w swoim duchowym wymiarze jest ponownym złączeniem ze sferą ponad-codzienną, ponad-ziemską, ze sferą, która wykracza poza śmierć i przemijanie-cierpienie. A Bóg? – w jodze nie ma Stwórcy, nie ma modłów, nie ma rytuałów, nie ma świątyń. A dokładniej jest jedna jedyna świątynia – serce człowieka, w którym spoczywa dobro, nieskończoność, wieczność, prawda, piękno…

Jogiczne Himalaje, jakich nie znacie

Artaktywnie kulturalny blog Anny Bartosiewicz

Kultowe miejsca praktyki jogicznej w Himalajach stały się celem wyprawy dwóch indolożek. Specjalizująca się w jodze doktor filologii indyjskiej oraz stypendystka Indyjskiego Rządu wyruszają na poszukiwania nauk udzielanych przez lokalnych mistrzów. W serwisie PolakPotrafi.pl można wesprzeć wyjazd badawczy do Chota Char Dham. Pod tą nazwą kryją się cztery hinduskie świątynie rozsiane w regionie Garhwal stanu Uttarakhand w północnych Indiach. Inicjatorki projektu pragną rozpropagować wiedzę na temat jogi dostępną dotychczas tylko dla wąskiego grona odbiorców.

– Chcemy dotrzeć do czterech (a nawet pięciu) świętych miejsc jogi w Himalajach. Zamieszkamy w tamtejszych aśramach, aby zebrać materiał audiowizualny i tekstowy oraz dostać pouczenia tamtejszych guru. Zwieńczeniem tych jogicznych wysiłków będzie książka, w której zawrzemy zdobyte wskazówki do praktyki jogi i medytacji, m.in. przekłady z sanskrytu i hindi ginących powoli źródeł. – mówi Artaktywnie Joanna Jerzyk, jedna z uczestniczek projektu.

Badania naukowe połączone z praktyką jogi

Dwie pasjonatki jogi nie tylko będą przebywać w…

View original post 381 słów więcej

Udżdżaji pranajama, czyli oddech zwycięzcy

linga

Każda z pranajam ma jakąś sobie właściwą cechę, która sprawia, że pranajama jest unikatowa i daje inne cielesne doświadczenie. Duchowe na pewno też. Nazwa tej pranajamy wzięła się z faktu, że podczas jej wykonywania niczym u zwycięskiego wojownika wnosi się i napina klatka piersiowa. Jednak to nie wszystko, ponieważ jej praktyka wymaga specyficznego ułożenia głośni – lekkiego jej zwężenia – podczas wdechu i wydechu, bo skutecznie pozwala kontrolować powietrze napływające przez nozdrza oraz wypływające z brzucha (przepony). Poza oczyszczającym zatoki, dotleniających mózg oraz uspokajającym umysł (serce) wpływem udżdżaji pranajama poprawia zdolności foniczne (głosowe), jest zatem doskonała dla wszelkiej maści mówców, którzy chcą panować nad siłą, głośnością oraz natężeniem głosu.

Oddech udżdżaji jest charakterystycznym ustawieniem krtani: delikatnie ściśnij krtań, tak by powietrze mogło przepływać, ale w lekko utrudniony sposób – wdech i wydech są słyszalne. Takie ustawienie krtani, lekko zaciśniętej, używane jest we wszystkich typach udżdżaji pranajamy. Kontrola powietrza poprzez zwężenie krtani pozwala na wydłużenie wdechu oraz wydechu, ponieważ powietrze nie dostaje się i nie ulatuje z płuc w sposób niekontrolowany i nazbyt szybki.

Ranjit Sen Gupta udżdżaji pranajamę dzieli na 5 grup: bez kontroli nozdrzy, oddech naprzemienny, anuloma, pratiloma oraz wiloma. W skrótowy sposób można przedstawić jest tak, że:

anuloma: wdech udżdżaji, wydech naprzemiennie lewym lub prawym nozdrzem

wiloma: wdech naprzemiennie lewym lub prawym nozdrzem, wydech udżdżaji

pratiloma: wdech udżdżaji – lewy wydech – lewy wdech – wydech udżdżaji – wdech udżdżaji – prawy wydech – prawy wdech – wydech udżdżaji (może wydawać się to skomplikowane, ale przetestowanie na własnym nosi pokazuje, że jest zupełnie proste: przeplatania oddechu lewym i prawym nozdrzem przez oddech udżdżaji)

Tutaj opisane są udżdżaji pranajamy wszystkie poza wiloma pranajamą:

Udżdżaji pranajama bez kontroli nozdrzy

W tej odmianie oddechu zwycięzcy wdychane i wydychane powietrze przechodzi przez oba nozdrza bez potrzeby zatykanie palcami (głównie prana mudra) lewego lub prawego nozdrza. Tę pranajamę można stosować ze wstrzymaniem oddechu, kumbhaką, lub bez niego.

Bez kumbhaki:

Przybierz wygodną pozycję siedzącą ze skrzyżowanymi nogami i wyprostowanym kręgosłupem. Przez chwilę oddychaj spokojnie, wyciszając powoli umysł, skupiając się na oddechu oraz po prostu byciu tu i teraz. Zastosuj prana mudrę (palec serdeczny i wskazujący kładziemy na czole, kciuk przy prawym nozdrzu, a palec serdeczny i mały na lewym). Zrób spokojny wydłużony wydech oraz ustaw krtań do oddechu udżdżaji. Nabieraj spokojnie powietrze poprzez oba nozdrza aż do maksimum, a następnie wypuść powietrze lewym nozdrzem.

Z kumbhaką

Podobnie jak powyżej, tyle że po wdechu zatrzymaj oddech na tak długo, jak umiesz, następnie wypuść powietrze lewym nozdrzem.

Oddech naprzemienny

Nazwa oddechu pochodzi z naprzemiennych różnych form oddechu, i dzieli się ta technika na 3 rodzaje wszystkie przy prana mudrze:

– sekwencja lewy wdech (6 sek.) – lewy wydech (12 sek.) wykonywana 15 razy, a następnie sekwencja prawy wdech – prawy wydech wykonywana również 15 razy

– lewy wdech (6 sek.) – prawy wydech (12 sek.) – prawy wdech (6 sek.) – lewy wydech (12 sek.) – 15 powtórzeń

– lewy wdech (6 sek.) – wstrzymanie oddechu (12 sek.) – prawy wydech (12 sek.) – prawy wdech (6 sek.) – wstrzymanie oddechu (12 sek.) – lewy wydech (12 sek.) – 15 powtórzeń

Anuloma pranajama

Anuloma charakteryzuje się wdechem udżdżaji oraz wydechem naprzemiennie przez lewe lub prawe nozdrze. Tutaj opisane są dwa rodzaje anulomy:

– wdech i wydech: wydech udżdżaji przez oba nozdrza (12 sek.), wdech przez oba nozdrza (6 sek.) i rozpoczęcie anulomy – lewy wydech (12 sek.), wdech udżdżaji (6 sek.), prawy wydech (12 sek.) – 15 powtórzeń

– ze wstrzymaniem oddechu: głęboki wydech oraz głęboki wdech (6 sek.), wstrzymanie oddechu (12 sek.), wydech (12 sek.), wdech (6 sek.), wstrzymanie oddechu (12 sek.), lewy wydech (12 sek.), wstrzymanie oddechu (6 sek.), wdech przez oba nozdrza (6 sek.), wstrzymanie oddechu (12 sek.), prawy wydech (12 sek.), wstrzymanie oddechu (6 sek.)

Pratiloma pranajama

Można powiedzieć, że pratiloma jest odwrotnością anulomy, poniżej opisane są 3 jej rodzaje:

– bez wstrzymania oddechu: – wdech LP (12 sek.) – wydech LP (6 sek.)  – wdech P (12 sek.)  – wydech LP (6 sek.)  – wdech L (12 sek.) – wydech LP (6 sek.)  -> 5 cykli

– ze wstrzymaniem oddechu po wdechu (wewnętrzna kumbhaka): wdech LP (12 sek.) – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) – wdech P (12 sek.) – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) – wdech L (12 sek.)  – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) –> 5 cykli

– ze wstrzymaniem oddechu po wdechu i po wydechu (zewnętrzna kumbhaka): – wdech LP (12 sek.) – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) – wstrzymanie (6 sek.) – wdech P (12 sek.) – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) – wstrzymanie (6 sek.) – wdech L (12 sek.) – wstrzymanie (12 sek.) – wydech LP (6 sek.) – wstrzymanie (6 sek.) –> 5 cykli

Pranajama to największy sekret jogi.

Kapalabhati i bhramari pranajama

udaipur

Oddech blasku głowy (kapalabhati, कपालभाती) oraz pszczoły (bharamari, भ्रमरी) są kolejnymi dwiema pranajamami przeznaczonymi dla bardziej zaawansowanych joginów, ale także u początkujących adeptów pranajamy mogą one spowodować bardzo przyjemne i niecodzienne doświadczenie czystości i jasności umysłu, a nawet błogości na poziomie czoła (adźnia czakra). Ich trudność nie polega na technice wykonywania poszczególnych sekwencji, ale wytrzymałości organizmu, którą trzeba stopniowo wykształcać. Niemniej jednak należy pamiętać, że jeśli w trakcie ich wykonywania, głównie przy kapalabhati, pojawią się nieprzyjemny wrażenia fizyczne, pranajamę należy od razu przerwać.

Kapalabhati, czyli blask i jasność głowy

Kapalabhati w HathaJogaPradipice, klasycznym podręczniku praktyki jogicznej, zaliczana jest do 6 oczyszczających sekretnych czynności (szatkarma), z tego względu istnieją zdania, że nie jest ona pranajamą. Jednak nic przecież nie stoi na przeszkodzie temu, by pranajamę uznać ze technikę oczyszczającą, czym w swej istocie przecież jest… W skutek pranajamy oczyszczeniu ulegają przecież drogi oddechowe, nozdrza, a przede wszystkim umysł. Pozostałymi 5 oczyszczającymi technikami są (HJP 2.23-2.35): neti (नेटी fizyczne oczyszczanie nosa specjalnie przygotowaną słona wodą lub innymi sposobami), dhauti (धौती oczyszczanie ciała, głównie przewodu pokarmowego), nauli (नौली oczyszczanie jelit itp.), basti (बस्ति oczyszczenie okrężnicy) i trataka (त्राटक skoncentrowane spojrzenie/wzrok na jednym przedmiocie, np. blasku świecy). Kapalabhati nieco przypomina bhastrika pranajamę (bardzo energiczne wydechy i wdechy). Według Ranjita Sen Gupty kapalabhati stanowi przygotowanie do bhastriki.

Kapalabhati wpływa korzystnie na drożność dróg oddechowych, wzmacnia mięśnie przepony (jest więc doskonała dla mówców i tych osób, które pracują z głosem), pobudza narządy brzuszne, a także umożliwia swobodny przepływ energii życiowej… Wzmacnia energię splotu słonecznego (manipura czakra).

Metoda wykonywania kapalabhati nie jest skomplikowana i stanowi doskonałe przygotowanie płuc i nozdrzy do bardziej zaawansowanych pranajam. Aktywną rolę odgrywa energiczny wydech (rećaka) poprzez oba nozdrza, wykonywany dolną partią brzucha przez gwałtowne skurczenie jego mięśni; wdech (puraka) jest pasywny, długi i powolny, służy do poluzowania mięśni brzucha. W każdej z 3 serii wykonuje się 10-15 wyrzutów. Z biegiem praktyki zwiększa się liczbę serii (do 10) i wyrzutów (nawet do 100).

Bhramari, czyli bzyczenie pszczoły

Swami Siwananda zapewnia, że sumienne wykonywanie tej pranajamy zapewnia osiągnięcie samadhi w dość szybkim tempie. Jest to spowodowane tym, że wstrzymanie oddechu (kumbhaka) po wdechu (a niektórzy zalecają po wydechu) w bhramari nie jest regulowana czasem, a zależy od możliwości jogina. Długość kumbhaki jest właśnie tym, co zbliża jogina do samadhi: im dłuższa kumbhaka, tym lepsze panowanie nad oddechem, a co za tym idzie…

Wdech dokonywany jest metodą udżdżaji, czyli przy zwężonej krtani, a przy wydechu jogin wydobywa z siebie dźwięk przypominający brzęczenie pszczoły, najlepiej zbliżony do świętej sylaby OM, czyli pranawy. Szanmukhi mudra jest tutaj zalecana: 6-cio twarzowa mudra ma na celu zamknięcie palcami 6 otworów głowy: kciukami – zatkanie uszu, palcami serdecznymi – przymknięcie nozdrzy, wskazującymi i środkowymi palcami – zakrycie oczu oraz małymi palcami – zakrycie ust. Ważne jest tutaj, by nie dociskać palców na oczach czy nozdrzach.

Technika bhramari jest bardzo łatwa. Należy usiąść w wygodnej (i stałej) asanie i wykonać szanmukhi mudrę. Następnie zrobić głęboki i spokojny wdech (puraka) przez oba nozdrza, trwający 6-10 sekund, oraz wydech (reczaka) także przez oba nozdrza, trwający 12-20 sekund, wydając zarazem dźwięk przypominający brzęczenie lub OM. Powtarzamy 10-15 serii.

W bhramari pranajamie najważniejsza jest koncentracja uwagi na wydawanym dźwięku oraz możliwych efektach świetlnych, które mogą pojawić się wskutek delikatnego ucisku palcami wskazującymi i środkowymi na oczy. To odcięcie uwagi z zewnętrznych zmysłów jest w stanie wprowadzić bardzo szybko w stan medytacji.

Murczczha i plawini pranajama

yogi

Te dwie pranajamy, murczczha (मूर्च्छा) i plawini (प्लाविनि), należą do bardziej niszowych i mniej praktykowanych, niemniej jednak są bardzo ważne dla każdego jogina, pragnącego poznać różne sposoby kierowania i uspokajania prany w ciele. Co by tu wiele pisać o pranie? – pomijając jej metafizyczny aspekt, czy raczej – ponad-zwyczajny (to znaczy, wymykający się zwykłemu codziennemu doświadczeniu), prana to siła oddechu, jego energia, moc, zasada, bez niej nie ma ani oddechu, ani ruchu we wszechświecie, to ona jest odżywczą mocą napędzająco, a oddech jest jej fizycznym aspektem. Prana jest związkiem, pomostem, połączeniem między ciałem (mózgiem) a umysłem/świadomością. Na niej, niczym na wierzchowcu, podróżuje umysł, warto więc, by ten rumak był spokojny i ułożony, a zarazem by jeździec (człowiek) posiadał pogłębioną świadomość/znajomość swojego rumaka, i nie traktował go jedynie jako zwyczajną, codzienną rzecz, ot oddech… Nie, oddech nie jest tylko oddechem!

Ranjit Sen Gupta w swojej bardzo dobrej i szczegółowej książce poświęconej praktyce jogicznego oddechu, tym dwóm pranajamommurchcha i plawini – poświęca niewiele miejsca, zaledwie kilka linijek. Murczczha w swej metodzie bardzo przypomina z udżdżaji-pranajamę, ale jej wyznacznikiem jest niezwykle długie wstrzymanie oddechu, stąd nazwa murczczha, czyli… omdlenie, bo bardzo długie wstrzymanie oddechu może prowadzić do niegroźnego omdlenia (lepiej jest jednak, by nie doprowadzać siebie na taki kres). W plawini pranajamie, o której nie wiele wiemy, powietrze połyka się do wnętrza brzucha, w niezwykle zaawansowanej praktyce plawini jogin może nawet unosić się na wodzie, czyli być tym, który się unosi lub dryfuje – plawinem.

Śri Swami Śiwananda w swojej książce The Science of Pranayama delikatnie uchyla rąbka tajemnicy, i daje wstępne wskazówki dla tych dwóch pranajam. W pranajamie murczczha należy usiąść w wygodnej i stabilniej asanie, nabrać spokojnie powietrze i wstrzymywać je aż do pierwszych oznak zemdlenia, a następnie spokojnie wypuścić powietrze, oczywiście wszystko zgodnie z oddechem udżdżaji (“trudność czwarta”). W przeciwnym razie wyjdzie nam bardzo nieskoordynowane i pospieszne oddychanie, które nic dobrego nie wniesie). Swami zaznacza jednak, że nie jest to pranajama przeznaczona dla wszystkich. Sprawia ona, że umysł staje się odcięty od zmysłów, co daje silne poczucie szczęścia… Plawini natomiast wymaga stopniowej praktyki i pomocy osoby bardziej zaawansowanej w tej praktyce. Jako jeden z jej rezultatów wymieniane jest wielogodzinne dryfowanie na wodzie, a także odżywianie się powietrzem nawet przez wiele dni (bez potrzeby spożywania innego posiłku). Plawini polega na piciu/połykaniu powietrza niczym wody, aż po zapełnienie się nim brzucha…

No cóż, tutaj wchodzimy na tajemniczy, okraszony licznymi legendami teren jogicznych mocy, którymi niegdyś świat Zachodu z wielką pasją się fascynował…

%d blogerów lubi to: